Europa stoi otworem dla trenerów i piłkarzy. Jednak od nas zabiera się do Europy przede wszystkim młodych piłkarzy a w przypadku kryzysu w szatni, poszukuje się trenerów z zagranicy. Oczywiście nie mam nic przeciwko szkoleniowcom z zagranicy. Sam pracowałem zagranicą i wiem jak na początku pracy patrzy się na przybyszów z zagranicy. Oczywiście szkoleniowców bronią wyniki. Masz wyniki przetrwasz, nie masz wyników nie masz szans na przetrwanie. Bywa że znakomity trener trafia do drużyny, jaka zupełnie nie pasuje dla profilu pracy trenera. Cudzoziemcom ciężko jest zrozumieć, że piłkarze rzadko lubią improwizować a raczej wolą być przygotowani pod kątem gry zespołowej, mieć jasne dyrektywy w grze w obronie i ataku. Oczywiście od czasu do czasu trafi się w zespołach ciekawy improwizator, ale ponieważ trafia się rzadko, to nie można bazować na improwizacji jednego czy dwóch piłkarzy. I w takiej sytuacji kłania się umiejętność profesjonalnego przygotowania drużyny, wyuczenia fragmentów gry, charakterystycznych dla konkretnego trenera i konkretnego zespołu. Jeśli tego w drużynie ma i nie ma chemii w szatni, to prędzej czy później zespół wpadnie w turbulencję, z której jeśli nie ma się odrobiny szczęścia, wykaraskać się jest bardzo ciężko. Pamiętam, kiedy byłem młodym trenerem, znałem jednego z doświadczonych szkoleniowców, który zwykł mawiać do nas młokosów, że wystarczy mu obejrzeć dziesięć minut meczu i może iść do domu, bo wie czy drużyna coś potrafi czy tylko liczy na indywidualne umiejętności pojedynczych piłkarzy. Polscy trenerzy byli mistrzami w przygotowywaniu drużyn pod kątem gry zespołowej. Od najmłodszych lat szkolono piłkarzy do gry zespołowej, często zabijając indywidualne umiejętności do improwizacji. W drugiej kolejności szło przygotowanie fizyczne, bo przyjmowano chłopców po ukończeniu 10 lat a mecze odbywały się na pełnowymiarowych boiskach. Małe gry doskonaliło się na podwórkach, gdzie po szkole do późnych godzin wieczornych toczono walki w futbolu podwórkowym z reguły na nierównych, piaskowych boiskach. Ale wszystko się zmieniło. Pogoń za Europą jest wielowątkowa i tylko większego szacunku dla młodych, polskich trenerów wciąż brak. Wciąż pokutuje zapatrzenie w zagranicznych cudotwórców, którzy są tak samo dobrzy jak nasi szkoleniowcy ale mówią innym językiem co robi dodatkowe pozytywne wrażenie. Stawiajmy na polskich szkoleniowców, bo zrobią lepszą robotę niż cudzoziemcy. Przykładów nie będę dawał, ale osobiście kibicuję przede wszystkim naszym trenerom, bo robią tak samo dobrą robotę jak ci szkoleni zagranicą.
