Zdobyć cokolwiek raz to wielkie szczęście, ale zdobyć rok po roku puchar Ligi Mistrzów to już sztuka i potwierdzenie wielkiej klasy drużyny. PSG zdobywa to wspaniałe trofeum po raz kolejny i potwierdza, że potrafi tego dokonać bez względu na to jak układa się mecz i kto stoi po drugiej stronie boiska. Mecz był grany ostrożnie przez obydwa zespoły. Wydawało się, że w takiej sytuacji zdobycie jednej bramki może być rozstrzygające ale okazało się, że nie koniecznie. Arsenal rozpoczął znakomicie zdobywając prowadzenie już na początku meczu, a znając ich pragmatyczne podejście do meczu przez długi czas wydawało się, że ten jeden zdobyty gol może być decydujący. Ale PSG ma piłkarzy w ataku grających nieprzewidywalnie. Na największą gwiazdę wyrósł Kwaracchelia, grając w charakterystyczny dla siebie sposób, dryblingiem doprowadzając do sytuacji 1×1 na skrzydle, był jak zwykle trudny do zatrzymania i po jednej z takich akcji, został zatrzymany faulem w polu karnym, który na bramkę zamienił Dembele. Skutecznie i dokładnie podawać piłkę to jest ok, ale osobiście jestem za tym aby drużyna miała w swoich szeregach piłkarzy – artystów, którzy chcą i potrafią dryblować, kreować sytuacje bramkowe akcjami indywidualnymi i przyprawiać o ból głowy obrońców drużyny przeciwnej. Arsenal jest przewidywalny w grze, zawodnicy są rozpoznani ale są dobrzy w tym co robią, a grają z wielką dyscypliną taktyczną, a doprowadzając do stałych fragmentów gry, są świetnie przygotowani do ich wykonywania. Ale w większości są to piłkarze ”podawacze”, silni, atletycznie zbudowani, znakomicie przygotowani pod względem motorycznym i tak podobni w grze, że trudno byłoby wyróżnić jednego zawodnika. W PSG chciałoby się wyróżnić przede wszystkim napastników, ale tych klarownych sytuacji nie było zbyt wiele. Zresztą obie drużyny grały futbol zamknięty, jak najmniej ryzykowny, dlatego dojechali do rzutów karnych, w których o tę jedną bramkę lepsi okazali się piłkarze z Paryża. Gratulacje dla Luisa Enrique, to jego kolejne wielkie zwycięstwo i jestem pewien, że nie ostatnie.
